Menu Zaloguj się

Informacje

Zrywa i szarpie, bo tani
03.09.2020

- Dzień dobry –  mówię głośno w drzwiach sklepu i serwisu rowerowego.  Wita mnie cisza. Nikogo w środku. Żywej duszy…

- Halo jest tu kto?  Cisza…

W końcu wychodzi  z zaplecza młody mężczyzna w związanych w kucyk długich włosach. Typ luzaka. Omiatam wzrokiem, taksuję, zastanawiam się (na podstawie wyglądu) czy dobrze złoży rower, który właśnie został  dostarczony  przez kuriera.  Zanim wniosę całkiem sporą paczkę do serwisu wolę się upewnić, że nie będę jej wozić autem po całej Bydgoszczy w poszukiwaniu  właściwego  punktu rowerowego.

-  A dzień dobry.  Szuka pani jakiegoś konkretnego modelu?

- Nie, nie.  Już kupiłam. Interesuje mnie usługa złożenia roweru.

Pan „luzak” już taki luźny nie jest. Dopytuje o markę i model, skąd przyjechał, gdzie kupiony, itd.

- A dlaczego nie kupiła pani u mnie? Też mam te modele.

 No i co powiedzieć? Że 300 złotych taniej było w sklepie internetowym?

- Może pani wnieść paczkę, ale jestem mocno zajęty. Dużo roboty teraz, więc rower może złożę  za parę dni. Może za trzy się uda.

Rozglądam się dookoła w poszukiwaniu klientów. No dobrze – myślę sobie.  Nie kupiłam
u „luzaka” - musi się ze mną podroczyć.

- A za ile ? – pytam. I tu pada odpowiedź. Cena praktycznie niweluje promocyjną cenę
w Internecie! Drogo! Gdybym kupiła u „luzaka” cena byłaby inna.

Rezygnuję z tego  serwisu. Jadę  do kolejnego na mojej liście.  Zawsze w nim pełno klientów, pracuje w nim kilka osób  i opinie ma całkiem niezłe. Właściciel konkretny, szybki i faktycznie chyba nie wie,  w co ręce włożyć. Tyle ma roboty!

- Tak, złożymy. Będzie gotowy za cztery godziny.

- A jaki koszt? - dopytuję

 I tu pada pytanie o wartość roweru, bo  im droższy tym wyższa cena złożenia.  Wydaje mi się to dziwne, ale podaję promocyjną cenę roweru  - 1750 zł.

- A, to taki tani… W takim razie 80 zł – słyszę w odpowiedzi.

Cieszy mnie kwota  80 zł,  a nie 300 – jak w pierwszym serwisie. Jednak w uszach dźwięczy mi słowo tani. Tani! Tani! To znaczy, że co ? Gorszy? No nic! Trudno, mam tani rower, ale faktycznie po czterech godzinach jest złożony.

- Jakby coś się działo, to niech pani śmiało przyjeżdża. Poprawimy  – mówi  szef  serwisu.

Poprawka potrzebna jest właściwie już następnego dnia. Przerzutki „zrywają i szarpią”, przeskakują tak mocno, że pojazd przypomina rączego dzikiego konia, a nie crossowy  dwukołowiec.

 Jadę  więc  na moim nowo złożonym rowerze do serwisu.  Tłumaczę, pokazuję. Pan bez słowa wsiada na rower, jedzie kawałek. Wraca i  stawia  diagnozę.

-  Proszę pani - będzie zrywał i szarpał, bo tani.

Żadne tłumaczenia, że przecież przerzutki tej firmy są popularne i całkiem dobre. Nic się nie da zrobić. Przerzutki  zrywaja i szarpią, bo kupiłam tani  rower.

 W obawie  przed  wizytą w trzecim serwisie  jeżdżę cały czas na  zrywających i szarpiących przerzutkach. Nie wiem, czego dowiem się jeszcze na temat taniości roweru, zrywania, szarpania oraz sklepów, w których powinno kupować się rowery.

AlGa

P.S.  A Wy, jakie macie doświadczenia z serwisami rowerowymi?  Spotkaliście się z takimi mądrościami, czy trafiacie wyłącznie te przyjazne, dla których nieważna jest cena roweru i miejsce zakupu tylko zadowolenie klienta?